niedziela, 16 września 2012

Sukienka powstała z myślą o urlopowym wyjeździe. Niestety, upały mnie przerosły i włożyłam ją zaledwie raz! Ale za to w jakie miejsce! Odwiedziłam w niej dom Julii w Weronie :) Teoretycznie materiał cieniutki, ale czarny kolor strasznie się nagrzewa i na dodatek długość maxi nie zawsze służy w upalne dni. A teraz pogoda jest tak paskudna, że niewątpliwie muszę poczekać do przyszłego roku, żeby znów jej użyć.

Na blogu ostatnio straszna posucha, a powód jest banalny. Zgubiłam kabel, który służy do transportowania zdjęć do komputera. Właściwie nie zgubiłam, tylko nieświadomie wyrzuciłam go po prostu robiąc porządki... W związku z tym dzisiejszy wpis mogę zamieścić dzięki Sylwii Nadolskiej, która zrobiła mi zdjęcia swoim aparatem i swoim kabelkiem je przetransportowała ;) Oprócz zdjęć czarnej sukienki pani Sylwia zrobiła nam (mi i Bartoszowi) piękną, plenerową sesję w strojach ślubnych. Ale o tym następnym razem.

Jeśli chodzi o tytułową sukienkę, to jest standardowo wykonana z dzianiny wiskozowej. Obiecałam sobie, że w najbliższym czasie uszyję już coś z innego materiału. Dzianina mnie nudzi, ale przynajmniej nauczyłam się z nią obchodzić :) W okolicach pasa wszyłam grubą gumę, która ładnie trzyma sukienkę na swoim miejscu i nie wymusza zakładania paska. Jednym słowem, materiał nie jest za luźny w pasie :)

czarna sukienka maxi

czarna sukienka maxi

Polskie Blogi Handmade